Aktualne spalanie mojego Hyundaia

Aktualne spalanie mojego Hyundaia
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą eko-jazda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą eko-jazda. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 17 czerwca 2018

Kolejne tankowanie i niższe spalanie

Można powiedzieć, że dużo jeżdżę samochodem. Codziennie pokonuję około 160 km. Dlatego raz w tygodniu muszę odwiedzić stację benzynową i kupić paliwo.

Przy okazji tankowania sprawdzam spalanie samochodu. Ostatnim razem komputer pokazał średnie spalanie na poziomie 5,1 litra/100 kilometrów. 

Spalanie hyundai i20 1,25 84KM

Po zatankowaniu "do odbicia pistoletu" okazało się, że obliczone spalanie wynosi 5,26 l / 100 km. Różnica nie jest zbyt duża, do przyjęcia.

Moim celem jest zejście poniżej 5 litrów na 100 km. Idealnie by było, gdybym osiągnął wynik na poziomie 4,5 litra / 100 km. 

Póki co samochód się dociera a spalanie spada. Myślę, że jak na liczniku pojawi się przebieg około 5000 km to spalanie będzie już na stałym poziomie.

Żeby samochód mało spalał, trzeba się postarać. Nie przekraczać prędkości 110 km/godzinę, przy podjazdach pod wzniesienie delikatnie odpuszczać pedał gazu i z głową korzystać z klimatyzacji. Może do celu przyjedziemy trochę później ale w baku zostanie nam dużo więcej paliwa. Kilka minut później, kilkanaście złotych taniej. 

Do eko-jazdy można przywyknąć. Z czasem wyuczone zachowania staną się nawykiem, który pozwoli na spore oszczędności. 

Ja miałem do wyboru zamontowanie do samochodu instalacji LPG albo opanowanie do perfekcji zasad eco-drivingu. Wybrałem to drugie rozwiązanie. Szkolenie w trakcie ale widzę, że idzie mi coraz lepiej.

Fiat Panda miał instalację LPG, spalał 8 litrów gazu na każde 100 km. Przy cenie 2 zł za litr gazu, za przejechanie każdych 100 km płaciłem 16 zł.

Hyundai na razie spala 5,2 litra benzyny. Przy cenie 5 zł za litr, koszt przejechania 100 km to 26 zł. Różnica to 10 zł.

Ale w przypadku instalacji LPG dochodzą koszty samej instalacji, corocznych przeglądów instalacji i rejestracyjne oraz, nie ma co ukrywać, nieco szybszego zużywania się elementów silnika, które w nowoczesnych silnikach są wykonane z bardzo delikatnych materiałów. 

W przypadku tego silnika byłby zapewne potrzebny dotrysk benzyny, który ogranicza zyski z montażu instalacji LPG, do samochód spalałby i benzynę i gaz.

Rocznie przejeżdżam około 40 000 km. Gdybym zamontował gaz, to na każdych 100 km oszczędzałbym około 10 zł, na 1000 km byłaby stówka, a rocznie mógłbym oszczędzić około 4000 złotych. To koszt instalacji. 

Ale, co roku musiałbym wydać 200 zł na przegląd rejestracyjny, drugie 200 zł na przegląd instalacji LPG, a z biegiem czasu musiałbym coraz więcej części wymieniać w osprzęcie silnika (świece, kable zapłonowe itp.) Instalacja przy dobrych cenach LPG zwróciłaby się po około 1,5 - 2 latach. Tyle czasu daję sobie na naukę eco-drivingu. Jak za rok ceny paliw będą szaleć, to na nowo rozważę instalację LPG, póki co szlifuję zasady Eco-drivingu i uczę się jeździć tanio. 

piątek, 15 czerwca 2018

Panda to już historia

Ostatni wpis opublikowałem 3 lata temu. Chwaliłem się, że zamieniłem leciwą Mazdę na Fiata Pandę. Teraz przyszedł czas na kolejną zmianę. 

Wysłużonego Fiata z przebiegiem 270 000 km zamieniłem na nowego Hyundaia i20 z przebiegiem 3 km. Silnik benzynowy, 1,25 litra pojemności, 84 KM mocy.


W końcu mam samochód, którym jeżdżę od nowości i którym będę próbował osiągnąć deklarowane przez producenta spalanie.


W katalogu mamy następujące wartości spalania:

Cykl miejski - 6,6 litra / 100 km
Cykl pozamiejski - 4,2 litra / 100 km
Cykl mieszany - 5,1 litra / 100 km


Póki co samochód jest nowy i musi się dotrzeć. Zakładam, że spalanie będzie spadać i jak przejadę około 5000 km to ustali się na docelowym poziomie. 

Samochodem dojeżdżam codziennie do pracy - 170 km w obie strony. 80% trasy pokonuję jadąc po autostradzie. 

Przejechałem pierwsze 1000 km, spalanie jakie udało mi się "wykręcić" to 5,89 l/100 km.

Do zadeklarowanych przez producenta 5,1 l / 100 km jeszcze daleko.


Samochód dopiero poznaję, uczę się nim jeździć i mam nadzieję, że zejdę poniżej 5 litrów / 100 km.

Spalanie, wszystkie tankowania i historię samochodu rejestruję na autocentrum i dzięki temu mam porównanie spalania wskazywanego przez komputer pokładowy i obliczanego na podstawie ilości zatankowanego paliwa. Jak na razie różnice są kosmetyczne i komputer pokładowy wskazuje tyle ile wynika z tankowania.  

poniedziałek, 17 lutego 2014

Pogoda i dłuższy dzień obniżają zużycie paliwa.

Słoneczna pogoda, dłuższy dzień, wiosna w progu, pięknie. Zima w tym roku była u nas tylko przez dwa tygodnie a i tak u nas na południu Polski nie pokazała całej swojej mocy. Dzięki temu oszczędzam na paliwie a właściwie na gazie LPG. Wystarczyło tylko jeździć na LED-owych światłach do jazdy dziennej oraz wyłączać dmuchawę ogrzewania.

Rano i wieczorem kiedy jadę do pracy i pogoda na to pozwala (czyli nie pada i nie ma mgły) to jedynymi światłami jakie się zapalają, są LED-owe światła do jazdy w dzień. Moc tych świecidełek to jedne 20 Watów. Gdybym jeździł na światłach mijania, to moc pobierana z akumulatora wynosiła by minimum 120 Watów. Czyli oszczędność wynosi co najmniej 100 Watów, nie licząc żywotności żarówek. 

Dodatkowo kiedy używam ogrzewania to nie zmniejszam temperatury tylko nagrzewam samochód i jak już mam wystarczająco ciepło to wyłączam dmuchawę. Wnętrze samochodu dogrzewa się swobodnym przepływem ciepłego powietrza, wymuszonym ruchem samochodu a wyłączona dmuchawa to kolejne oszczędzone Waty mocy a co za tym idzie, oszczędność paliwa. 

Na potwierdzenie załączam wykres spalania, który powstał na podstawie wpisów zamieszczanych na autocentrum.pl 


Wpisuję tam każde tankowanie i wiem na bieżąco ile spala mój samochód i jakie zabiegi pomagają mi oszczędzać. Codziennie pokonuję tą samą trasę, 100 km, więc mam rzetelny poligon doświadczalny.

Jak widać na wykresie, kiedy dzień był krótszy, a na dworze było chłodniej, to spalanie mojego pełnoletniego samochodu wynosiło 8,4 litra gazu LPG. Obecnie, kiedy częściej wyłączam dmuchawę i więcej jeżdżę na LED-ach, to spalanie systematycznie spala i obecnie wynosi 8 litrów LPG. Różnica to 0,4 litra gazu. Przy cenie gazu na poziomie 2,5 zł za litr, codziennie oszczędzam 1 zł. Jeśli wezmę po uwagę wszystkie robocze dni w miesiącu, to uzbiera się już ponad 20 zł. A to jak dla mnie całkiem pokaźna kwota. 

Za światła do jazdy dziennej zapłaciłem 69,99 zł. Biorąc pod uwagę obecne oszczędności, koszt ich zakupu zwróci mi się za maksymalnie 3,5 miesiąca. A później już tylko będę zarabiał. 

Jak widać, dwie proste czynności pozwalają na spore oszczędności. Codzienne podróżowanie do pracy samochodem i obserwacje spalania mogą sporo zmienić w kosztach dojazdów. A jeśli jeszcze gaz będzie taniał, to koszty dojazdów będą spadać a na moje budzi będzie pojawiał się coraz bardziej dojrzały banan.

wtorek, 22 października 2013

Najważniejsze zasady Eco-Drivingu to:

Wszystkie poniższe zasady opisałem na swoim blogu w kolejnych postach. Omówiłem je szczegółowo. Opisałem je również w swoim poradniku.

Najważniejsze zasady eko-jazdy to:


· Zweryfikuj swoje potrzeby i jeśli Twój samochód kosztuje Cię zbyt wiele spróbuj go zamienić na jeden lub dwa mniejsze.

· Jeśli możesz unikaj podróży na dystansie krótszym niż 4 km. Twój samochód może wtedy spalić nawet 20 litrów paliwa na 100 km.

· Dbaj o porządek w samochodzie i nie przewoź niezbędnych rzeczy. Każde 100 kg balastu to 0,5 litra spalonego paliwa więcej a niepotrzebne drobiazgi mogą być przyczyną wypadku.

· Dbaj o to, aby nie wozić boksów i bagażników na dachu samochodu. Podnoszą one spalanie o nawet 20% a przecież nie korzystamy z nich na co dzień.

· Dbaj o właściwe ciśnienie powietrza w kołach oraz o właściwy stan technicznysamochodu.

· Dłuższą podróż zawsze planuj i wybieraj najbardziej optymalną trasę, która wcale nie musi być tą najkrótszą ale pozwoli na płynną jazdę bez częstych przyspieszeń i hamowań oraz stania w korkach. Nie ufaj nawigacji GPS w 100%.



· Uruchamiaj silnik bez dotykania pedału przyspieszenia.

· Ruszaj zaraz po uruchomieniu silnika. Nie marnuj paliwa na pracę silnika na biegu jałowym ( tzw. luzie).

· Jedź na najwyższym możliwym biegu utrzymując najniższe możliwe obroty a prędkość dopasuj do obowiązujących przepisów i sytuacji na drodze.

· Wyższy bieg włączaj najpóźniej po osiągnięciu około 2000 obrotów w silniku diesla i około 2500 obrotów w przypadku silnika benzynowego, chyba że warunki na drodze na to nie pozwalają (np. podjeżdżasz pod górę.)


· Jeśli to możliwe, przyspieszaj dynamicznie wciskając pedał gazu do około 2/3. Wtedy szybko osiągniesz prędkość docelową i spalisz mniej paliwa.

· Zapomnij o jeździe na luzie. Dojeżdżając do zakrętu, sygnalizacji świetlnej czy innej przeszkody hamuj silnikiem. Po zdjęciu nogi z pedału przyspieszenia samochód będzie zwalniał i nie będzie spalał paliwa.

· Jeśli postój samochodu będzie trwał dłużej niż 30 sekund, wyłącz silnik.

· Oszczędzaj prąd wyłączając zbędne odbiorniki prądu.

· Klimatyzacji używaj z umiarem i dopasowuj temperaturę powietrza wewnątrz samochodu do temperatury na zewnątrz, szczególnie pod koniec podróży.

· Naucz się jeździć płynnie i przewidująco. Obserwuj drogę kilkadziesiąt metrów przed samochodem i reaguj na zmiany prędkości samochodów jadących przed tobą hamując silnikiem. Unikaj zbędnych przyspieszeń i hamowań.


· Wykorzystuj ukształtowanie terenu i zjeżdżając z góry zdejmij nogę z pedału gazu a przed podjazdem lekko przyspiesz.

Wymienione powyżej zasady w teorii wydają się proste. Wcielenie ich w życie też jest możliwe. A kiedy już staniesz się Eko kierowcą zauważysz, że Twój samochód będzie Cię kosztował znacznie mniej.

Na zakończenie proponuję Ci dać sobie około 2-3 tygodni na wcielenie zasad Eco Drivingu w życie. Następnie weź kartkę i policz, ile Twój samochód spala paliwa na każde 100 km. Potem porównaj Twoje obliczenia z tymi, które wykonałeś na początku Twojego kursu Eco-jazdy. Jestem pewien, że różnica wyniesie co najmniej 10% na korzyść drugiego wskazania. Wartość tą można jeszcze poprawić, ale to już wymaga wprawy i cierpliwości.

Aby jeszcze dokładniej śledzić swoje osiągnięcia można prowadzić dziennik kosztów dla samochodu. Możliwości takie daje np. portal autocentrum.pl. Wpisując w dzienniku każde tankowanie paliwa i wydatki poniesione na utrzymanie samochodu poznamy rzeczywistą cenę posiadania samochodu oraz wartość rzeczywistej ilości spalanego paliwa. Podejrzewam, że będzie się ona różnić od wskazań komputera pokładowego Twojego samochodu. Ja prowadzę tam swój dziennik kosztów dla swojego samochodu i dlatego zawsze wiem, ile kosztują mnie podróże i dojazdy do pracy.

wtorek, 17 września 2013

Perpetum mobile?

Czyli ma nie jechać, a jedzie.

Aby skutecznie i prawidłowo obliczać średnie spalanie, trzeba niestety robić to pod dystrybutorem, z kartką i ołówkiem albo korzystać z innych pomocnych arkuszy czy kalkulatorów. Komputer pokładowy w żadnym wypadku nie jest wiarygodny. Oblicza on spalanie, które różni się od rzeczywistego, czasem nawet o litr.

Najlepszy przykład pomyłki komputera samochodu, to mój własny przypadek, kiedy według wskazań komputera samochód powinien już zgasnąć a jednak jechał.

Jak widać na zdjęciu silnik pracuje na wolnych obrotach, co wskazuje obrotomierz, "zwykły" wskaźnik paliwa wskazuje, że jeszcze trochę paliwa zostało w baku, a wskazania komputera wskazują, że do przejechania pozostało 0 (zero) kilometrów.


Zdjęcie wykonałem komórką, podczas postoju na zamkniętym przejeździe kolejowym.

Wskazania komputera pokładowego samochodu mogą się też różnić od rzeczywistych, kiedy kierowcy jednego samochodu zmieniają się co jakiś czas, czyli tydzień jeździ żona, tydzień, córka, a dwa dni mąż.


Samochody "uczą się" stylu jazdy kierowcy i dopasowują spalanie i pracę silnika do konkretnego kierowcy. Każdy z kierowców ma swój styl jazdy, swoje nawyki i zachowania. Dlatego, jeśli kierowca samochodu zmieni się, to samochód jeszcze jakiś czas myśli, że prowadzi go poprzednio jeżdżąca osoba i dopiero po jakimś czasie zmienia ustawienia sterownika silnika, dopasowując je do nowego kierowcy. W tym okresie przejściowym spalanie samochodu wskazywane przez komputer pokładowy może różnić się od rzeczywistego.

Dlatego jeśli chcemy mieć rzeczywisty obraz poziomu spalania samochodu, musimy obliczać to niezależnym od komputer pokładowego sposobem. 

Ja na każdym paragonie po tankowaniu zapisuję aktualny przebieg i później wpisuję wszystkie dane do kalkulatora kosztów na jednym z portali motoryzacyjnych. Wtedy dopiero mam aktualny poziom spalania samochodu, uwzględniający wszystkie jego parametry takie jak styl jazdy, ilość kilometrów przejechanych na benzynie i na gazie, charakter trasy (miasto, trasa) itp. 

Polecam każdemu "ręczną robotę", bo samochodowe komputery oszukują.

środa, 4 września 2013

LeBile


Mogę powiedzieć, że dużo jeżdżę samochodem, a może i nie ….

Pokonuję ponad 2000 km miesięcznie więc niedzielnym kierowcą to ja nie jestem.

Codziennie podróżuję drogą jednokierunkową, dwujezdniową.




Stosując eco-driving staram się jeździć płynnie z jak najmniejszą ilością niepotrzebnych postojów.  Zawsze staram się poruszać prawym pasem, jeśli jadę drogą jak na powyższym zdjęciu. Aby zachować płynność jazdy często zachodzi konieczność zjechania na lewy pas i wyprzedzenia pojazdów, które jadą wolniej. Niestety na przeszkodzie często stają mi LeBile.

Zgodnie z przepisami obowiązującymi w Polsce, mamy ruch prawostronny i każdy kierowca zobowiązany jest do poruszania się jak najbliżej prawej krawędzi jezdni. Jeśli, tak jak na powyższym rysunku, mamy drogę jednokierunkową, dwujezdniową, to kierowcy powinni jechać prawym pasem. Lewy pas służy do wyprzedzania i do poruszania się pojazdom uprzywilejowanym.

Za złamanie tego przepisu grożą w naszym pięknym kraju kary, a Policja, na szczęście coraz częściej dostrzega tego typu wykroczenia i karze kierowców, jadących lewym pasem, mimo, że swobodnie mogą zjechać na prawy pas i kontynuować jazdę.

Niestety codziennie widzę LeBili, którzy są królami lewego pasa. Dzielą się oni na dwie grupy. Jedni jadą lewym pasem z prędkością piechura i żadne formy zaproszenia ich na prawy pas nie pomagają. Powodują oni niepotrzebne korki, spowolnienie ruchu i ogólną nerwicę tych, którzy próbują ich wyprzedzić, co często czynią prawym pasem lub marginesem.

Druga grupa to ci, którzy jadą lewym pasem i nie pozwalają się wyprzedzić. Pewnie myślą sobie, że ja będę pierwszy i nikt nie może mnie wyprzedzić. Często jadą z równą prędkością jak samochód  jadący prawym pasem i skutecznie blokują całą drogę. Czasem mam ochotę przywalić takiemu LeBilowi w tył samochodu żeby buraka czegoś nauczyć.

Za jazdę lewym pasem w sytuacji, kiedy można zjechać  na prawy pas, można otrzymać punkty  i mandat karny. Ale dla niektórych to i tak nie ma znaczenia. Byli, są i zawsz będą LeBilami, bo tak ich nazywam. Debile, którzy jadą lewym pasem wtedy kiedy nie muszą.

A może by tak wszystkich tych „lewostronnych” wysłać do Anglii albo Irlandii? Wtedy jadąc lewym pasem, będą się czuli jak w Polsce a nasze drogi będą mniej zapchane. ?

Czy jest jakiś skuteczny sposób na LeBili? Ja nie znam, a wy?


Za jazdę na LeBila można zostać ukaranym mandatem i punktami karnymi.
 
Naruszenie obowiązku "jazdy prawostronnej".          
2 pkt    
150 zł   







niedziela, 1 września 2013

Spalanie wzrosło, test zakończony pozytywnie :-)

Po ostatnim tankowaniu gazu postanowiłem przeprowadzić mały test, który polegał na tym, że ruszając samochodem, oraz przy zmianie biegów, wciskałem pedał gazu w podłogę, żeby jak najszybciej rozpędzić się do prędkości podróżnej.

Po przejechaniu ponad 300 kilometrów stwierdzam, że to nie tędy droga.

Spalanie średnie zamiast spać, wzrosło. Poprzedni wynik to 7,56, obecny to 8,04 litra na 100 km.

Czyli to, co piszę w moim przewodniku to prawda.

Rozpędzając się, należy zawsze wciskać pedał gazu do połowy lub co najwyżej do 3/4 skoku pedału przyspieszenia. Wtedy ruszymy płynnie, bez zbędnego spalania tak cennego paliwa.

Jeśli chcesz, sam sprawdź i przekonaj się, że ruszanie spod świateł z kopyta, zwijając asfalt, jest może widowiskowe, ale nieopłacalne. Jak dla mnie to nie robi to większego wrażenia na widzach, a zbyt dużo kosztuje. No już taki eco-drivingowy zboczeniec jestem i nic na to nie poradzę.

Pozdrawiam
M@rek

Trąbią, mrugają światłami, wymachują rękami a ja nic

Jakiś czas temu zamontowałem sobie w samochodzie światła do jazdy dziennej.

Zawsze chciałem takie mieć i w końcu trafiłem na samochód, w którym można takie ładnie wkomponować.

Światła kupiłem na portalu Aukcyjnym i odebrałem osobiście w sklepie, który miałem po drodze z pracy do domu. Zawsze tak robię, żeby niepotrzebnie nie płacić za przesyłkę.

Za zestaw świateł do jazdy dziennej mało znanej firmy, wyprodukowanych w Chinach, zapłaciłem całe 69,99 zł. Cena nie najniższa ani też nie oszałamiająca, bo szukając świateł, które kupiłem, widziałem i takie za 800 zł. Paranoja jakaś. Szukając świateł kierowałem się również przepisami, które nasza kochana Policja egzekwuje, i wymagałem, żeby światła miały te wszystkie znaczki wydrukowane na oprawkach, czyli homologacje, atesty i te wszystkie pierdoły, które i tak pewnie są odlewane w Chinach i nikt tych parametrów świateł nie sprawdza, ale może się mylę, oby.



Co do samych świateł, to jakość adekwatna do ceny. Zestaw składa się z dwóch "reflektorów" dwóch blaszek, których należy użyć do zamocowania świateł i przewodów, w kolorze czarny, czerwonym i białym. Przewody marnej jakości, cienkie, zakończone marnej jakości złączkami, więc podczas podłączania trzeba bardzo uważać, żeby tych przewodzików nie urwać. Same lampy są zbudowane z dwóch części. Cała elektronika zabudowana jest w części z diodami i zalana ni to silikonem, ni to klejem, generalnie, ma być waterproof, ciekawe czy będzie.

Blaszki przykręcone są do lamp. Do montażu zazwyczaj się je odkręca, więc czeka nas niemiła niespodzianka, bo po odkręceniu śrubek, nakrętki umieszczone wewnątrz oprawy na pewno wypadną z miejsc, w które były wkręcone. Trzeba wtedy rozebrać lampkę, czyli wysunąć biała część z czarnej i włożyć nakrętki na swoje miejsce. Ja przed montażem włożyłem nakrętki na swoje miejsce i "przykleiłem" je od wewnątrz silikonem, żeby nie wypadały. Małe udogodnienie, ale oszczędza dużo nerwów i niecenzuralnych słów podczas montażu.

Tylko uwaga, przed wprowadzeniem wszelkich modyfikacji proponuję, najlepiej w sklepie, sprawdzić, czy obie lampy świecą.

Z moich ust posypało się kilka słów uważanych potocznie na przekleństwa, kiedy okazało się, że po zamontowaniu wszystkiego w samochodzie okazało się, że jedna z lamp nie działa. Oczywiście trzeba było wszystko zdemontować i oddać do sklepu, gdzie na szczęście bez problemów lampy zostały wymienione na nowy zestaw, sprawdzony w sklepie, czy działa.

Zamontowanie świateł to dwa etapy, pierwszy to zamontowanie reflektorów na samochodzie, a drugi to ich podłączenie. Nie wiem, co za idiota wymyślił taki sposób montażu, ale lepiej, żebym go nie spotkał.
Montując uchwyty przy samym brzegu, powiedzmy wnęki na halogeny, żeby z boku do uchwytu przykręcić lampę, to trzeba się nieźle nagimnastykować. Wkręcenie śruby w lampę, kiedy ma się tylko 2 cm wolnego miejsca, to kilkadziesiąt straconych minut, przynajmniej dla mnie.

W droższych lampach są uchwyty montażowe na klik, co jest dużo łatwiejszym i bardziej komfortowym sposobem montażu świateł, no ale to kosztuje.

Jak już przebrniemy przez zamontowanie lamp to musimy je jeszcze podłączyć. Zasilanie należy podłączyć z miejsca, gdzie pojawia się ono po przekręceniu kluczyka, a trzeci przewód należy podłączyć w miejsce, gdzie zasilanie pojawia się po włączeniu świateł postojowych lub mijania. Trzeci kabel jest po to, żeby po włączeniu świateł mijania, zgasły światła do jazdy dziennej, bo tak mówią przepisy.

Zakupione przeze mnie światła miały mieć wbudowany automat, który jednak miał nie wyłączać całkiem świateł tylko przygaszać je o 90%. W rzeczywistości przygasza je, ale o 10 no może 20%. Lipa. Muszę teraz zainwestować w przekaźnik zwierno-rozwierny i samemu zbudować automat, który będzie wyłączał światła do jazdy dziennej, po włączeniu świateł mijania. A miało być tak pięknie.

Jednym z problemów było "przejście" z komory silnika do kabiny, bo w okolicach silnika nie znalazłem miejsca, gdzie pojawia się zasilanie po przekręceniu kluczyka. Ale udało się, po godzinie walki, podłączyć światła pod gniazdo zapalniczki. Ponieważ światła mają moc około 10 W, to nie są zbyt dużym obciążeniem dla instalacji gniazda zapalniczki.

Po dwóch dniach zabawy z montażem, bo musiałem wymienić uszkodzone światła na nowe, mam w końcu prawie dobrze działające światła, na których mogę jeździć w dzień, bez konieczności zapalania wszystkich innych świateł, które stanowią około 200 watowe obciążenie dla alternatora.

Czy oszczędzam na paliwie, na pewno, w okolicach 0,2-0,3 litra na każde 100 km. Dla mnie jako kierowcy który uprawia eco-driving, to jest pokaźna wartość, która zbliża mnie do osiągnięcia celu, którym jest zejście poniżej 7 litrów gazu na 100 przejechanych kilometrów.

Zdjęcia i filmik prezentują DRL w akcji, w dzień i w nocy.














A wracając do tytułu posta, to montując światełka choinkowe w samochodzie, przypadkiem stałem się bardziej zauważalny na ulicy. Często kierowcy jadący za mną trąbią, mrugają światłami, machają do mnie zza kierownicy myśląc, że nie mam zapalonych świateł. Dopiero kiedy ich zignoruję albo mnie wyprzedzą, zobaczą, że korzystam ze świateł LED-owych. Taki skutek uboczny. 

Nie wiem, czy nie napisać na tylnej szybie, że korzystam ze świateł do jazdy dziennej. Wtedy ci, którzy umieją czytać, nie będą mnie niepokoić, chyba ...

Pozdrawiam
M@rek

piątek, 30 sierpnia 2013

Jak bez ręki...

Dziś jadąc do pracy nie potrafiłem się skupić na prowadzeniu samochodu.

Czegoś mi brakowało, coś mi nie pasowało, jakoś tak dziwnie się czułem prowadząc samochód.

Będąc mniej więcej w połowie drogi zrozumiałem o co chodzi. Brakowało mi ciągłych pytań w stylu: "Mobilki, a jak tam ścieżka na...", albo "Podrzuci ktoś, czy na ... jest czysto?". Brakowało mi dźwięków, pytań, rozmów na CB Radio.

Samo radio miałem włączone, słuszny kanał ustawiony a radio milczało.

Ponieważ po drodze musiałem się zatrzymać, postanowiłem sprawdzić, dlaczego to paskudztwo nie chce się odzywać.
Prąd jest, bo wyświetlacz kanałów działa i wskazuje kanał 19, antena jest na klapie bagażnika, więc co do licha jest nie tak.

Dopiero próba poruszenia kablem wchodzącym do anteny rozwiązała zagadkę, radio odżyło. Znów mogłem kontynuować jazdę, słuchając cennych uwag na temat sytuacji na drodze, ale też różnych innych durnot wykrzykiwanych przez baranów, którzy dorwali gruszę od CB Radia i chcieli wszystkim pokazać na jak wysokim poziomie jest ich poziom IQ.

Ale nie o tym chciałem.

CB radio towarzyszy mi w codziennych podróżach, ale nie tylko jako antyradar, anty fotoradar, ale również jako wsparcie w eco podróżowaniu.

Korzystając z CB Radia już wielokrotnie udało mi się ominąć korki, miejsca w których zdarzył się jakiś wypadek lub kolizja i w których na pewno straciłbym wiele minut i cennego paliwa. Nawet jak gdzieś są objazdy to czasem można podpytać innych kierowców, czy oby na pewno objazd poprowadzony jest najlepszą drogą, i czy nie można pojechać inaczej, lepiej, szybciej i bez stresu.



Jak widzisz mój drogi czytelniku, CB Radio to towarzysz moich podróży, ale na chwilę obecną wymaga małej naprawy, ale to niestety są skutki montowania anteny na magnes a nie na stałe.

Ja bez CB Radia czuję się nieswojo i trochę jak bez ręki, więc będę z niego korzystał uprawiając eco-driving i unikając przy okazji smerfów z magicznymi różdżkami.

I oto jest, porada, której jeszcze nigdzie nie spotkałem na stronach o eco-drivingu

Wielu moich kolegów biega, jeździ na rowerze, uprawia różne sporty.

Kiedyś pokazali mi aplikację 'endomondo', która potrafi "monitorować" trasę,  którą np, biegniemy i w czasie rzeczywistym przesyłać dane na naszą stronę w aplikacji. Później po zakończonym treningu możemy przeanalizować nasz trening, sprawdzić, gdzie, jak szybko i w jakim terenie biegliśmy.

Pomyślałem, poszperałem, i stwierdziłem, że można to wykorzystać do optymalizacji trasy pod kątem eco-drivingu.

Jeśli będę miał dane, którędy jadę, z jaką średnią prędkością i w jakim czasie pokonuję trasę, mogę ją zoptymalizować. Mogę sprawdzić kilka wariantów trasy, czas jaki zajmuje mi ich pokonanie, ile stoję a ile jadę.

I tak oto zainstalowałem sobie aplikację na telefonie z GPS-em i dostępem do Internetu i monitorowałem trasę, którą codziennie pokonuję. Poniżej przykładowe screeny z aplikacji.



Jak widać trasa jest już prawie idealna, ale ma kilka "zawijasów", które można spróbować wyeliminować. Wtedy trasa się skróci, a czas jej pokonania powinien się również zmienić na plus.

Ale uwaga, niekoniecznie najkrótsza trasa będzie najlepsza i najbardziej optymalna pod kątem eko-jazdy. Czasem lepiej jest pojechać kawałek dalej, ale nie stojąc w korkach czy na czerwonych światłach oszczędzić czas i pieniądze.

Teraz pozostaje mi tylko pokonać drogę z pracy do domu i odwrotnie różnymi wariantami, spośród których muszę wybrać ten najbardziej optymalny wariant i nim podróżować.

Ale nie tylko "codzienna" trasa może być w ten sposób analizowana.

Instruktorzy szkoły jazdy, prowadzący kurs eco-drivingu mogą rejestrować dwie wersje pokonanej trasy. Pierwszą, którą kursant pokonuje jadąc "swoim" stylem bez zasad eco-drivingu i drugą, którą pokona z wykorzystaniem zasad eco jazdy. Dzięki zarejestrowaniu obu przejazdów, będzie można porównać oba style jazdy, obie trasy, średnie prędkości, czas ich pokonania i podsumować, czy eco-driving coś zmienił. A za pewne tak.

Jadąc na wakacje, jedziemy jedną z góry obraną trasą i rejestrujemy ją w aplikacji. Przy planowaniu powrotu możemy przeanalizować tą trasę i usunąć z niej punkty, które zajęły nam najwięcej czasu i wybrać inne, alternatywne drogi.

Aplikacja może pomóż również w pracy kurierom, którzy pokonują codziennie podobne trasy. Mogą oni zarejestrować swoje codzienne podróże i zoptymalizować trasę tak, aby nie wracać kilka razy  w to samo miejsce.

Aplikacja co prawda została przygotowana dla sportowców, ale wydaje mi się, że wykorzystanie jej do celów eco-drivingu też przyniesie wiele korzyści.

----------------------
Pozdrawiam wszystkie eco-kierwców
M@rek

czwartek, 29 sierpnia 2013

Już jutro opublikuję poradę dotyczącą eco-drivingu, której do tej pory nikt nie opublikował

Właśnie siedzę sobie z lampką wina i przeglądam sobie nowość, którą odkryłem, być może zbyt późno, ale ważne, że w końcu.

Teraz będę mógł jeszcze bardziej zoptymalizować moje podróże, szczególnie te, które są powtarzalne, czyli z pracy do domu i z powrotem.

Jutro, albo po jutrze, jeszcze nie wiem kiedy, odsłonię tą tajemnicę, którą być może już część z was zna, ale nie wpadła na pomysł, który zakiełkował w mojej głowie.

Zatem, wino do dna, głowa do poduchy a jutro postaram się dodać nowy, ciekawy wpis, który, podejrzewam, wielu zainteresuje.

Zapraszam, jeśli kogoś nie zanudzam moimi wypocinami.

A tak na marginesie, jakie wy osiągacie wyniki, w redukcji spalania paliwa przez wasze samochody?


wtorek, 27 sierpnia 2013

Coraz bliżej celu

Za cel obrałem sobie zejście ze średnim spalaniem mojego samochodu poniżej 7 litrów LPG na 100 przejechanych kilometrów. Jeśli mi się to uda, będę mógł powiedzieć, że eco-driving to jest coś, co potrafię robić. Jak na razie, po dzisiejszym tankowaniu spalanie wyniosło 7,56 litra LPG a średnie spalanie z całego okresu, od kiedy jestem właścicielem tego samochodu spadło poniżej 8 litrów LPG na 100 km.

Do osiągnięcia celu jeszcze trochę brakuje, ale wierzę, że uda mi się to osiągnąć.

Czy do obniżenia spalania przyczyniły się światła do jazdy dziennej i zalanie silnika ceramizerem, nie wiem, ale spadające koszty podróżowania samochodem bardzo mnie cieszą i utwierdzają w przekonaniu, że wybrałem dobry styl prowadzenia samochodu.

Szczegółowe statystyki spalania mojego samochodu znajdują się [TUTAJ]

Oszczędzanie przy tankowaniu paliwa

Kiedy jechałem dzisiaj do pracy, to sobie pomyślałem, że sporo można zaoszczędzić na obserwacjach.

Prawie codziennie jeżdżę tą samą trasą. Po drodze mijam kilka stacji benzynowych, czy to flotowych czy też prywatnych. Obserwując ceny paliw na tych stacjach muszę przyznać, że różnice są spore. Mnie interesują głównie ceny gazu LPG i tutaj to już jest całkiem duży rozstrzał cen. Najtaniej było dzisiaj na prywatnej, ale dość powszechnej i sprawdzonej stacji, gdzie litr gazu LPG kosztował 2,18 zł, a najdrożej na stacji flotowej, pod Katowicami, gdzie litr LPG kosztował 2,33 zł.

Jak widać, różnica to 15 groszy, co daje około 7 %. Jeśli ktoś tankuje pełny bak gazu, czyli dla łatwych obliczeń przyjmijmy 30 litrów  gazu, to w najtańszej wersji zapłaci 65,40 zł, a w najdroższej 69,90 zł. Różnica to 4,50 zł. Niby niewiele, ale...

Jeśli ktoś tankuje raz w miesiącu to raczej nie ma się nad czym zastanawiać i powinien tankować tam, gdzie mu bardziej po drodze i tam, gdzie wiadomo, że paliwo jest sprawdzone.

Ale jeśli ktoś tankuje kilka razy w miesiącu, powiedzmy 7 razy, to oszczędności są już widoczne. Tankując tam, gdzie taniej, oszczędzimy miesięcznie 31,50 zł, czyli rocznie 378 zł. A co można kupić za taką kwotę? Niech każdy z was sam sobie odpowie na to pytanie.

Jeśli ktoś tak jak ja mija kilka stacji benzynowych po drodze, i nie musi nigdzie ekstra podjeżdżać, żeby zatankować o kilka groszy taniej, to może sobie wybrać, gdzie tankować. Ja robię to tak, że jak jadę rano do pracy to sprawdzam, gdzie paliwo, które mnie interesuje jest najtańsze, i w drodze powrotnej z pracy tam tankuję  i dzięki temu oszczędzam.

Jest jeszcze jedna kwestia. Punkty, które można otrzymać za zakup paliwa i produktów na niektórych stacjach, i po zebraniu odpowiedniej ich ilości, można te punkty wymienić na nagrody.

Czy te nagrody na prawdę są za darmo? Tutaj można polemizować, bo paliwo na stacjach, które dają dodatkowo punkty za zakupy, jest nieco droższe, więc logicznie myśląc, można powiedzieć, że zbierając punkty płacimy "raty" za nagrody, które możemy odebrać dopiero po spłaceniu całego "kredytu" za nagrodę.

Podejrzewam, że nikt lub prawie nikt nie tankuje tylko na stacjach sieciowych tylko po to, żeby zbierać punkty i później wymieniać je na nagrody.

Tankując taniej, można sobie za zaoszczędzone pieniądze, których tak na prawdę nie widać, kupić "nagrodę" która będzie tym, co chcemy a nie tym, co akurat znajdziemy w katalogu nagród.

Podsumowując, jeśli chcesz zaoszczędzić, tankuj paliwo na stacjach, gdzie masz pewność, że paliwo jest dobrej jakości i jest tańsze.

Jadąc do pracy, sprawdzaj ceny paliw i tankuj w drodze powrotnej tam, gdzie jest taniej.

Nie tankuj droższego paliwa tylko dlatego, że chcesz zebrać kilka punktów lojalnościowych. Tak na prawdę nagrody nie są za darmo, kupujesz je podczas płacenia za paliwo.

Usiądź, policz ile razy w miesiącu tankujesz i oszacuj, czy poszukiwanie tańszej stacji jest uzasadnione ekonomicznie, bo czasem więcej stracisz jadąc specjalnie na stację, żeby zatankować o 2 grosze tańsze paliwo.

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Odpowiem na każde pytanie

Jeśli masz pytania, wątpliwości, uwagi. Jeśli coś, o czym piszę, jest dla Ciebie niezrozumiałe, coś trzeba wyjaśnić, rozwinąć jakiś temat, zapraszam do kontaktu. Odpowiem na każdy poważny mail, postaram się wyjaśnić wszystkie wątpliwości i rozwinąć każdy temat.


Jeśli chcesz się ze mną skontaktować, napisz do mnie maila na adres: eco.kierowca@onet.pl

czwartek, 22 sierpnia 2013

I znów poniżej 8 litrów.

Ostatnie tankowanie i miła niespodzianka. Ostatni wynik spalania to 7,91 litra na 100 km, a średnia to 8,06 l/100km. Nie wiem czy to wina zamontowania świateł do jazdy dziennej, czy też mojej integracji z samochodem, który coraz lepiej poznaję, ale spalanie spada i mam nadzieję, że taki stan rzeczy utrzyma się na dłużej.

Jak już wspominałem, chciałbym zejść ze spalaniem poniżej 7 litrów, choć wiem, że nie będzie to łatwe w tym samochodzie. No cóż, trzeba sobie wyznaczać cele i do nich cierpliwie i wytrwale dążyć.


wtorek, 20 sierpnia 2013

Dzisiejsze nagranie które pokazuje jak jeżdżą kierowcy w Polsce, którzy za nic mają przepisy i sygnalizację świetlną

Film zarejestrowany marnej jakości kamerką samochodową 20.08.2013 około godziny 17:00.
Dobrze, że nikogo nie było na przejściu dla pieszych..




Akcja ceramizer

Jak tradycja każe, we wszystkich moich samochodach stosowałem ceramizer, przynajmniej do silnika. W tym przypadku nie mogło być inaczej. Mazda przy przebiegu 232 000 km została "nakarmiona" ceramizerem do silnika. Do tej pory silnik brał około 0,5-0,7 litra oleju na każde 10000 km, przynajmniej tak twierdził poprzedni właściciel samochodu.

Dolałem 0,5 litra oleju, tak aby na miarce stan oleju wskazywał maksimum, dodałem do silnika ceramizer i zaczynam obserwacje. Według moich poprzednich doświadczeń, spalanie powinno nieco spaść, apetyt silnika na olej również. Poza tym silnik powinien pracować równiej i ciszej, powinien otrzymać drugie życie.

A co będzie, czas pokaże, obserwacje czas zacząć.



Spalanie powyżej 8L/100 km LPG, nie tak miało być

Spalanie mojego samochodu wzrosło do 8,17 litra LPG ma każde 100 km. A miało spadać. Niestety, tym razem więcej jazdy po mieście i efekt jest widoczny.

Zobaczymy, jak będzie dalej, ale zejście poniżej 7 litrów to będzie nie lada wyzwanie.

piątek, 16 sierpnia 2013

Spalanie spada, czyli zgodnie z założeniami..

Witam Zgodnie z założeniami, spalanie spada. Coraz bardziej poznaję swój samochód, coraz więcej zasad eko-drivingu wdrażam w codziennym poruszaniu się po polskich "drogach" i widać tego efekty. Pierwszy wynik spalania to 8,42 LPG, obecnie już 7,88 l/100km LPG. Cel do osiągnięcia to wynik poniżej 7 litrów LPG na 100 km. Oznacza to, że na butli do której wchodzi 26-27 litrów gazu muszę przejechać ponad 350 km. Jak na razie osiągnąłem 320 km więc jeszcze sporo pracy przede mną. Ale wierzę, że mi się to uda. A jak wasze wynik w eco-drivingu? Macie jakieś swoje rekordy minimalnego spalania paliwa?

wtorek, 13 sierpnia 2013

Spalanie mojego samochodu.

Aby nie być gołosłownym i potwierdzić, że wiem o czym piszę, przedstawiam statystyki spalania samochodu, którym codziennie pokonuję co najmniej 100 km. Co prawda samochód kupiłem 02.08.2013 roku, ale statystyki będę uzupełniał na bieżąco i mam pewność i nadzieję, że spalanie będzie malało, i osiągnie niski poziom. Aktualizacja powinna się pojawiać przynajmniej raz w tygodniu.

Szczegółowe statystyki spalania mojego samochodu znajdują się [TUTAJ]